Translate

wtorek, 19 kwietnia 2016

Motylek

Motylek to moja pierwsza praca wykonana techniką haftu koralikowego. 
Nie po raz pierwszy zaczynam naukę nowej techniki nie od podstaw, ale od - że tak powiem - "ogona". 
Dawno już przymierzałam się do haftu koralikowego, ale jakoś brakowało mi odpowiedniego bodźca :-)



Do wykonania tej pracy skłoniło mnie kolejne wyzwanie Kreatywnego Kufra. 


Tematem wyzwania jest Motyl, a jak wiadomo nie jest to najprostszy kształt do nauki nowej techniki, ale u mnie jak jakiś pomysł wykiełkuje w głowie, to nie chce się odczepić, aż zostanie zrealizowany.

Do wyzwania zgłoszono już wiele pięknych prac. Kilka właśnie w tej technice i widzę jak długa droga przede mną, ale to fajna zabawa, i pewnie już niedługo powstanie kolejna taka praca.


Mój motylek to broszka. Zresztą to moja całkowicie pierwsza broszka. Będzie pasować do jakiegoś szalika  czy chusty, albo przysiądzie na jakiejś torebce - jeszcze nie wiem. A może odfrunie w świat...

Jak widać powyżej  nie wyszło idealnie, ale myślałam, że będzie gorzej, bo te wszystkie wewnętrzne kąciki dały mi popalić. Zrobiłam też jeden poważny błąd, przez który motylek jest grubszy niż powinien, ale na szczęście udało mi się opanować sytuację.



Mam nadzieję, że praca w nowej technice jest do zaliczenia
:-)

sobota, 16 kwietnia 2016

Kryształki w perełkach po raz drugi

Pierwszy taki komplet (tutaj) wykonałam jakieś pół roku temu. Był czerwono-granatowy otoczony perełkami. Dziś powtórka, ale w innych kolorach, wprawdzie niezbyt moich, ale to nie dla mnie więc się dostosowałam. Widocznie taki zestaw będzie pasować znajomej do kreacji. 
Niestety straszny gapiszon ze mnie, bo komplet wydałam już z domu, a zapomniałam zrobić zdjęcia wisiorkowi i całemu kompletowi. Uwieczniłam na zdjęciach tylko kolczyki, bo powstały od razu po ich wykonaniu. Wisior powstał później, bo nie miałam  rivoli w rozmiarze 14 mm i musiałam uzupełnić zapasy. A kiedy cały komplet był już gotowy, to nie było dobrego światła do robienia zdjęć, a później oczywiście zapomniałam, że ich nie zrobiłam...

 Tak więc dziś tylko kolczyki - wisiorek wyglądał podobnie tylko troszkę większy, zresztą po co ja to powtarzam skoro ten komplet jest taki jak poprzedni, a tam wszystko opisałam. 
No to już przestaję nudzić :)




A na koniec pochwalę się, że zaczynam przygodę z nową dla mnie techniką. Ciekawe czy uda mi się ją opanować w stopniu zadowalającym.... zobaczymy

Pozdrawiam niedzielnie

niedziela, 10 kwietnia 2016

Fioletowy Agat

A u mnie ciągle koraliki. Chociaż jak zwykle, gdzieś tam w tle powstają różne prace, nie tylko z koralików. Nareszcie wróciłam do czółenek i mojej frywolnej serwetki (w sensie, że mojego projektu), ale także do szydełka i dawno zaczętego bieżnika. Może nareszcie uda mi się coś skończyć. Kto wie może jeszcze i moje xxx się doczekają dokończenia...
Ale dziś bohaterem jest plaster ciemno-fioletowego agatu oprawiony w koraliki. Dwa takie plastry kupiłam sobie jesienią ubiegłego roku podczas wycieczki do  Tarnowskich Gór, gdzie zwiedzaliśmy między innymi kopalnię srebra. Oprócz agatów kupiłam jeszcze amonit, ale na razie nie mam pomysłu jak go wykorzystać, a właściwie miałabym pewien pomysł. Chciałabym oprawić go techniką wire wrpping, ale nie mam na to żadnych szans, ponieważ druciki mnie nie lubią, bo nawet głupi mały loop nie chce mi wyjść. Tak więc muszę dla amonitów wymyślić coś innego.
Zdjęcia takie sobie... Przydałaby się znajomość z jakimś profesjonalistą w temacie fotografii. Zdjęć dużo, może chociaż jedno pokaże naturalne piękno kamienia


Na początku oprawiłam agat i zaplanowałam jego zawieszenie na sznurze szydełkowo - koralikowym, ale kiedy już wszystko było gotowe, to ciągle czegoś mi brakowało. Wymyśliłam więc sobie, że przydałoby się jakieś "dyndadełko" :)
I tak z nici do skór (TYTAN 60E - fajnie błyszczą) szybko zrobiłam chwost i ubrałam go w koralikową czapeczkę.

Nie wiem czy wisior jest ładny, ale jakoś od początku go polubiłam :)
Fajnie się nosi,

a teraz reszta zdjęć





Drugi plaster jest intensywnie różowy, a przecież róż nie należy do moich ulubionych kolorów, no i teraz nie wiem dlaczego go właściwie wybrałam, bo przecież były jeszcze inne kolory. Widocznie w tamtym momencie miał w sobie "to coś". Teraz myślę jak trochę przytłumić jego intensywną barwę...

sobota, 2 kwietnia 2016

Frędzelki po raz trzeci

Kolczyki które dziś pokazuję wykonałam na prośbę brata. Potrzebował prezentu od zajączka dla żony, a do kogo najlepiej zwrócić się w takiej sytuacji? Wiadomo,że do starszej siostry :))
Praktycznie to zaprojektował je sam. Wybrał wzór i dobrał kolory, i nawet dokonał modyfikacji wzoru, bo zażyczył sobie, żeby były mniejsze przez co stały się delikatniejsze. Mnie pozostało tylko wprowadzić w życie gotowy pomysł i zrobić zdjęcia.

Tak wyglądają nowe kolczyki Kasi


wyszły ślicznie, chyba mają to coś...






Chyba najładniejsza z wszystkich trzech wersji jakie zrobiłam do tej pory
Pierwsze tutaj, drugie tutaj 
A Wy jak myślicie, które najładniejsze?
:-)

czwartek, 31 marca 2016

...i po świętach

W tym roku święta przypadły w czasie kiedy w naszej rodzinie dwie nastolatki obchodziły swoje urodziny, dlatego święta spędziliśmy praktycznie poza domem. W niedzielę byliśmy u Weroniki - mojej bratanicy, a w poniedziałek u Gosi - siostrzenicy męża. Jakoś tak się składa, że zwykle do prezentu staram się dodać od siebie jakiś mały upominek. Oczywiście ten mały upominek to moja radosna twórczość. Tak je zamęczam moimi wytworami, bo uwielbiam ciągle coś tworzyć i gdyby nie urodziny to miałabym już pełne szkatułki i skrzyneczki wszelkie wypełnione biżutkami różnej maści. Tym razem dla małych dam powstały rivolkowe kolczyki.

Pierwsza para dla Weroniki


A tak wygląda tył.
Pierwszy raz spróbowałam zrobić "plecki" - jakoś wyszło

Druga para dla Gosi
 


Obydwie pary wykonane są z kryształków Swarovski Rivoli 8 mm i koralików TOHO, oraz srebrnych bigli zamkniętych próby 925

Na koniec pochwalę się moim świątecznym mazurkiem, moim pierwszym w życiu mazurkiem. 
Moja mama nie robiła mazurków, więc i ja ich nie robiłam.
Źródła przepisu nie podam, bo to moja wariacja stworzona z dwóch różnych przepisów, zarówno na ciasto jak i na nadzienie.
 
A wyglądał tak
 
 Mazurek kajmakowo - czekoladowy.
Chyba był dobry, bo szybko zniknął

A teraz czeka mnie spalanie kalorii :)

sobota, 26 marca 2016

Życzenia Świąteczne




Zdrowych, spokojnych świąt spędzonych w gronie najbliższych, oraz błogosławieństwa Zmartwychwstałego Pana Jezusa

 

piątek, 18 marca 2016

Kolejne jajeczka wielkanocne

     Myślałam, że będzie tylko jedno, ale na szczęście udało mi się wysupłać jeszcze kilka, a dokładnie mówiąc trzy białe i jedną "czarną owcę". Oczywiście mam na myśli białe niteczki (AIDA 20), bo jajeczka są styropianowe i zostały pokryte kolorowymi farbami akrylowymi, a czarna owca tak naprawdę jest ciemno - granatowa (również AIDA 20), bo biała niteczka do jasno-niebieskiego koloru mi nie pasowała. Jajo w granatowej koszulce narobiło mi trochę kłopotów. Wzór był przerabiany kilka razy, mimo że wygląda bardzo prosto. Musiałam go dokładnie dopasować do jajeczka. Pozostałe wzory były bardziej plastyczne.

Zdjęcie rodzinne

i jeszcze trochę szczegółów












 Nie wiem czy będzie więcej, pewnie przed świętami już nie zdążę...
Ach i prawie zapomniałam o oswajaniu frywolitki
Oto banerek kolejnego zadania
http://paperafterhours.blogspot.com/2016/02/ponownie-wielkanoc-zadanie-24.html

Przyjemnego wypoczynku życzę :-)

niedziela, 13 marca 2016

Jajo frywolitkowe po raz pierwszy

Mam wreszcie swój świąteczny stroik na Wielkanoc. Już chyba trzeci rok z rzędu próbowałam taki zrobić dla siebie, ale zawsze gdzieś mi z domu uciekały :-)
Wzór na dzisiejsze jajo zaczerpnęłam z bloga Land Of Laces. Jest to fragment serwetki (TUTAJ). 
Zachwyciły mnie te śliczne serducha i pomyślałam, że mogą pasować do mojego dużego jaja z zawieszką. Serca stanowiły bazę do której dorobiłam resztę wzoru.

A oto efekt




Na dziś tylko tyle, ale powstają już kolejne jaja, chociaż nie tak duże.
Mam nadzieję, że do świąt powstanie jeszcze kilka.
Życzę miłego tygodnia

sobota, 5 marca 2016

Zajączek Wielkanocny

Dziś musiałabym zacząć tak: "Nad rzeczką opodal krzaczka mieszkała 
kura dziwaczka...."
Wiem, wiem, że tam mieszkała kaczka dziwaczka, ale u mnie była kura dziwaczka, która w końcu stała się zajączkiem, na szczęście nie w buraczkach. Namieszałam? No to już wyjaśniam. Bratowa zamówiła u mnie koszyk o tematyce wielkanocnej. Wzorując się na pracach Maggii i na jej rozpisce na kurę (Tutaj) chciałam wypróbować czy podołam. Niestety trudno naśladować mistrzynie plecionkarstwa, no i poległam. Dół wyszedł nawet przyzwoicie, ale góra to porażka - krzywa i dla mnie nie do przyjęcia. Szkoda mi było wyrzucać całości, dlatego postanowiłam uratować chociaż ten dół i tak kura zmieniła się w zajączka. Pomysł na zajączka również jest Madzi. Kiedyś właśnie Madzia zaproponowała mi prywatną wymianę, w której otrzymałam takiego zajączka.

A tak wygląda moja wersja zajączka


Tutaj zaraz po wyprodukowaniu - tzn. bez kokardy :)





Niestety nie ustrzegłam się kilku błędów, które spowodowały, że mój zajączek miał kłopoty z zachowaniem równowagi i dlatego został wyposażony w ogonek, choć w oryginale go nie było. Ale przecież prawdziwe zajączki posiadają omyk, no to mój też dostał. No jakoś musiałam sobie poradzić, przecież nie mogłam zawieźć bratowej :))