Translate

sobota, 8 grudnia 2018

Quilling Weroniki

Nie mam ostatnio czasu na pokazywanie moich prac, bo albo zdjęcie nie zrobione, albo zrobione ale nie obrobione... Moja serwetka wróciła z wystawy i mogłabym już podzielić się z Wami wzorem, ale przed świętami ani ja, ani pewnie Wy na serwetkę nie macie czasu, więc jeśli ktoś jeszcze nadal nią zainteresowany to po świętach może w końcu coś z tego będzie.
Dziś pora żeby wreszcie pokazać prace Weroniki, która nadal doskonali się w technice quillingu. Już ponad dwa tygodnie temu  przesłała mi zdjęcia swoich prac, a zapracowana ciocia ciągle ich nie publikuje, więc już się poprawiam. Nawet nie myślałam że można z papieru dzięki zdolnym łapokom wyczarować takie piękne biżutki :) Zresztą sami zobaczcie 

Śliczne, bielusieńkie, delikatne

Ślicznie się prezentują na właścicielce

Skoro pierwsze się sprawdziły to dlaczego by nie powtórzyć tego w innym kolorze
 

albo w innym kształcie :)

Wbrew pozorom marcheweczki były trudniejsze do wykonania niż by się mogło wydawać, ale jak widać pięknie sobie poradziła.

Pozdrawiam i życzę pogodnej niedzieli

niedziela, 25 listopada 2018

Przygotowań do zimy ciąg dalszy

No jeśli chodzi o mnie to zima może sobie przychodzić, właściwie to lepiej niech nie przychodzi, bo jej nie lubię, no ale jeśli się już zdecyduje, że to już jej pora to jestem przygotowana. Tym razem zrobiłam sobie komplet na drutach, czapkę i komin. Komplet powstał według projektu  pani Izabeli Jagosz - #LGMP 
Pani Izabela udostępniła na YouTube bardzo czytelne osobne tutoriale na komin i na czapkę. Oczywiście każdy robi troszkę inaczej i ma własny gust, więc zrobiłam je troszkę po swojemu, ale tylko odrobinkę i wyszło mi coś takiego

Komplet wykonany z włóczki Highland 8, kolor 710 - czyli tak jak w oryginalnym projekcie.
Właśnie kolor i rodzaj włóczki skusiły nie na wykonanie tego projektu. Czapka powstała na drutach nr 8 a komin na drutach nr 9.

U mnie przy tej samej ilości elementów komin wychodził dużo krótszy, więc musiałam wydłużyć o kilka elementów, no i trochę go zwęziłam. Czapkę też troszkę wydłużyłam bo robię bardzo ściśle i byłoby mi niewygodnie gdyby było tak jak w oryginalnym projekcie.

A tak prezentuje się na ludziu


no cóż modelką niestety nie jestem, ale nie mam na kim prezentować moich prac, a manekina nie posiadam, więc muszę wystarczyć ja :-)


niedziela, 4 listopada 2018

Szalokomin nr 2

Nie wiem dlaczego, ale jakoś coraz rzadziej pojawiają się u mnie na blogu nowe wpisy, na szczęście robótkowo stale coś się dzieje. Dzisiaj chciałam Wam pokazać szalokomin robiony na rękach nr 2. Zrobiłam go na zamówienie - dla mojej córci :)
Komin powstał z włóczki YarnArt MERINO DE LUXE / 50, kolor - beż nr 033, 280m w 100 g, 50% wełna, 50% akryl.

A tak wygląda na właścicielce :)



Ta włóczka jest grubsza, dlatego i komin wyszedł bardziej puchaty, no i trochę krótszy, bo z tej samej ilości przeplecionej na palcach włóczki (około 40m) wyszło około 1,10 m szalika - po połączeniu końców w komin, około 55 cm

a tak praca wyglądała w fazie produkcji

a tak gotowy wyrób


Jak widzicie wbrew temu co pokazuje aura za oknem, próbuję wywoływać zimę, chociaż jej nie lubię i zdecydowanie jestem bardziej ciepłolubna, co nie przeszkadza mi przygotowywać się do niej, żeby nie było że mnie zaskoczyła :)
Już mnie nie zaskoczy, bo oprócz kominów robionych na rękach, zrobiłam sobie też taki tradycyjny - szalokomin na drutach i do kompletu ciepłą czapę z pomponem, ale o tym następnym razem.
Życzę wszystkim miłego tygodnia

niedziela, 7 października 2018

Szalik - komin robiony na rękach

Też tak macie, że jak tylko zobaczycie coś fajnego, to musicie natychmiast spróbować to zrobić? Ja właśnie tak mam. Ostatnio na You Tube zobaczyłam TAKI film jak wykonać komin bez żadnych narzędzi, tylko włóczka i własne ręce. Od razu musiałam spróbować czy to trudne, czy też tak potrafię, tym bardziej, że od dłuższego czasu chciałam się zaopatrzyć w taki szalik - komin, ale  jakoś nie mogłam się zdecydować czy zrobić na szydełku, czy na drutach, czy po prostu kupić.
Autor filmu nie podał dokładnych informacji na temat włóczki użytej do wykonania komina, było tylko podane że 4 motki po 100 gramów, ale nie podano ile było metrów w tych 100g. Pobiegłam do najbliższej pasmanterii i kupiłam do prób pierwszą z brzegu włóczkę akrylową. Dopiero w komentarzach, w odpowiedziach na pytania wyczytałam, że autorka zużyła 3 motki, 290 m w 100 gramach, no ale włóczka była już kupiona więc nie było odwrotu.

Zabrałam się do roboty.... a tydzień później... tadaaam... mam nowy szalik :)

Strasznie nie lubię oglądać swoich zdjęć, nie mówiąc o ich pokazywaniu, ale chciałam zaprezentować Wam jak mój komin wygląda na ludziu, a że wszystkie moje latorośle wyfrunęły z gniazdka rodzinnego to do prezentacji został tylko mąż lub niestety ja.

Teraz kilka szczegółów technicznych
Moja włóczka to  100% akryl, 330 m w 100 gramach o nazwie Mimoza, kolor nr 247 - turkusowy.
Zużyłam 2 motki czyli 660 m. Po przerobieniu tych 660 m uzyskałam około 40 m sznura czy łańcucha, nawet nie wiem jak to nazwać. Ta czynność zajmuje najwięcej czasu. Tak wyglądał mój materiał wyjściowy do zrobienia komina.


Poniżej widać grubość włóczki i uzyskaną nową "włóczkę"


i na koniec gotowy komin położony na płasko

w tym stanie wymiary wynoszą 65x20 cm, czyli przed połączeniem końców szala w komin było 130 cm przerobionej na rękach tkaniny.
Bardzo jestem zadowolona z mojej pracy, chociaż nie wyszło mi za pierwszym razem. Zaczynałam chyba z 3 razy zanim efekt w końcu mnie zadowolił.

Robi się bardzo fajnie, filmik czytelny i jasny, ale obejrzałam też kilka podobnych i ostatecznie zrobiłam troszkę po swojemu. Pewnie powstanie jeszcze co najmniej jeden, bo to bardzo wdzięczne i odprężające zajęcie, tylko tym razem może wybiorę trochę grubszą i bardziej szlachetną włóczkę, ale pewnie nie tak od razu, teraz wracam do mojego nowego projektu serwetki frywolitkowej.
Pozdrawiam

niedziela, 23 września 2018

Dalsze losy serwetki Seledynowej

Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta, że Renia namówiła mnie na udział w VII Konkursie Sztuki Ludowej pt.: "Ażurowe piękno. W świecie koronki i wycinanki", organizowanym przez Muzeum Sztuki Ludowej w Częstochowie. Ogłoszenie wyników konkursu oraz wernisaż wystawy pokonkursowej odbył się 1 września br. jednak w tym czasie byłam na wakacjach i niestety nie mogłam tam być.
 Z fb z relacji pani Elżbiety Jurzysta, która była na ogłoszeniu wyników dowiedziałam się, że z pośród 290 prac tylko 130 otrzymało pozytywną opinię jury i można je teraz obejrzeć na wystawie.
Bardzo byłam ciekawa jak mi poszło, bo to w końcu był mój pierwszy konkurs w którym wzięłam udział i nie liczyłam na zbyt wiele, w związku z tym w ubiegłym tygodniu udało mi się namówić męża na małą wycieczkę do Częstochowy (jedynie około 100km), no i tutaj spotkała nas niemiła niespodzianka, bo okazało się, że 16.09.2018r. Muzeum było zamknięte :(  Zrobiliśmy więc dziś drugie podejście i tym razem nareszcie udało nam się zobaczyć te wszystkie wspaniałości, ale najwspanialszą dla mnie niespodzianką było to, że wśród nich znalazłam moją "Seledynową" serwetkę - HURA!

A tak prezentuje się moja serwetka na wystawie :)


tutaj wśród wspaniałych wycinanek


a tutaj dumna autorka projektu ze swoją pracą :)


i jeszcze jedno zdjęcie trochę bliżej




Bardzo, bardzo się cieszę - mój pierwszy duży sukces.
Mam tylko nadzieję, że nie było to szczęście nowicjusza.


piątek, 21 września 2018

Wisior Mandala

Na fb  pasmanteria Korallo stara się co piątek zmotywować nas do działania ogłaszając wyzwanie na wykonanie w ciągu weekendu biżutek w dowolnej technice. Do wygrania są fajne nagrody w postaci różnych akcesoriów do tworzenia biżuterii, oraz gadżetów firmowych firmy Korallo. Jest to doskonała okazja do sięgnięcia chociażby po niedokończone projekty. Czasami zgłaszam swoje prace, jak na razie bez większego powodzenia, ale przynajmniej mam kilka nowych biżutek, mimo że już mi się nie mieszczą w szkatułkach i szufladach.
Wisior Mandala powstał właśnie z takiej okazji, chociaż pomysł na taki wisior wykiełkował mi w głowie dużo wcześniej. W jego tworzeniu bardzo pomocne były tutoriale znalezione na You Tube. Dzięki #kurs pasart dowiedziałam się jak wszywać koraliki większe niż TOHO takie jak np.: Super Duo czy FP 4mm. Nie jest to takie trudne jak mi się wydawało, chociaż nie obyło się bez prucia, bo przy wszywaniu pierwszego rzędu FP zrobiła się brzydka luka w którą następny koralik już się nie mieścił, a że były wszywane pojedynczo, to nie było możliwości ich przesunięcia i równomiernego rozmieszczenia, ale potem już nie było kłopotów tylko potrzeba było dużo czasu, cierpliwości, spokoju, a reszta to same przyjemności :)


W centrum Mandali znajduje się jadeit turkusowy


plecki podszyłam jasno szarą skórką ekologiczną


Do wykonania wisiora użyłam koralików TOHO TT, 11/o, 15/o, FP w dwóch kolorach i Super Duo w trzech kolorach. Średnica wisiora wynosi 6,5cm

Zawieszony jest na 2 sznurkach woskowanych w dwóch pasujących do wisiora kolorach. Ich długość wynosi 55cm

poniedziałek, 17 września 2018

Prace Weroniki

Rzadko ostatnio tutaj bywam (w końcu jak wakacje to od wszystkiego), a jak w końcu uda mi się zajrzeć na bloggera, to widzę ile fajnych rzeczy mnie ominęło i ile cudownych prac zostało przez Was stworzonych. Dużo też mojego czasu kradnie dla siebie Facebook - niestety. A może stety bo i tam spotykam osoby, które poznałam w blogosferze.
Dziękuję Wam za ciepłe przyjęcie mojej ostatniej pracy. Zawsze miło słyszeć pochwały, a już szczególnie od osób, które w danej technice są mistrzami :)
Dziś jednak post nie o mojej pracy, ale o prezencie... Stąd właśnie tytuł posta... ale od początku. Właśnie dziś obchodzimy z mężem kolejną rocznicę ślubu i z tej okazji w sobotę spędziliśmy miłe popołudnie z moim bratem i jego rodziną. Z tej też okazji otrzymaliśmy prezenty, które częściowo były dziełem właśnie Weroniki. Weronika to córka brata i moja chrzestna córka, zresztą pisałam już o tym wcześniej, ale przecież nie każdy tak dokładnie śledzi mojego bloga. Weronika podobnie jak ja polubiła rękodzieło, ale poszła w inne techniki niż ja więc się fajnie uzupełniamy :) Ale dosyć gadania, czas pokazać tytułowe prace Weroniki

Oto one

Po odpakowaniu naszym oczom ukazało się takie cudo


prześliczna kartka z życzeniami wykonana metodą quillingu


oraz ślicznie ozdobiona skrzyneczka - herbaciarka, ozdobiona metodą wypalania

a na storczyku przysiadł taki uroczy motylek


W związku z tyloma cudnymi pracami Weroniki, które gościły już u mnie na blogu postanowiłam dodać osobną etykietę pod nazwą prace Weroniki, będzie można łatwiej śledzić jak rozwija się jej talent :)



czwartek, 16 sierpnia 2018

Wisior Orientaly

...a w każdym razie mnie się tak właśnie kojarzy, trochę z powodu kolorystyki, a trochę z powodu motywu na kaboszonie.
Wiem, ostatnio pisałam, że czas wrócić do frywolitki, ale koraliczki mnie zniewoliły i mocno trzymają, i nie chcą wypuścić ze swojej mocy. 
Wisior powstawał z małymi przeszkodami, bo nie przewidziałam wszystkiego w trakcie jego projektowania. Skupiłam się na kolorystyce i wszyłam sobie krawatkę do podwieszenia wisiora, która pasowała kolorystycznie, a nie przewidziałam, że rzemyk który dopiero zamówiłam w necie, a który dotarł do mnie dopiero po wszyciu krawatki, nie będzie swobodnie się przez nią przesuwał. Musiałam więc zastosować cieńszy rzemyk do którego nie było pasujących końcówek do wklejania. Tak więc do rzemyka który nie przechodził przez krawatkę końcówki były, a do rzemyka który byłam zmuszona zastosować końcówek w sklepie nie było. No więc cóż było robić, coś musiałam wykombinować, bo już bardzo chciałam skończyć tą pracę. Wpadłam więc na pomysł, że sobie takie końcówki wyplotę z TOHO 15 pejocikiem, no i już jest.  :-)

Wisior Orientalny
Długość wisora wynosi 7,5 cm, z krawatką 8,5 cm, długość koralikowych frędzelków wynosi 5 cm.
Długość rzemyka 68 cm (więc to tzw. długość "pępkowa")

Nie wiem czy jest ładny, ale na pewno zwraca uwagę.



Jak na trzecią pracę w technice haftu koralikowego, to mnie efekt końcowy zadowala.
Zdaję sobie sprawę że jest jeszcze dużo do poprawienia w samej technice szycia, ale nie jest to moja ostatnia praca w tej technice, więc będzie jeszcze okazja do poprawy :-)

wtorek, 17 lipca 2018

Fire Opal, Champagne i Diamentowa

... to nazwy trzech nowych bransoletek które powstały w miniony weekend. Dwie pierwsze noszą nazwę od nazwy biconów z czeskiego kryształu, a ostatnia tak fajnie błyszczy, że tak mi się jakoś skojarzyła z diamentami. Diamentową robiłam już wcześniej i już wtedy tak ją nazwałam, tyle tylko, że od razu się komuś spodobała i szybko zmieniła właściciela, i nie miałam okazji zbyt długo się nią nacieszyć.
Teraz bransoletka Champagne komuś przypadła do gustu, a że to moja ulubiona i często noszona, to należało szybko zamówić potrzebne materiały i zadowolić kolejną "sroczkę" lubiącą błyskotki, no i tak jakoś z rozpędu zamówiło mi się trochę więcej koraliczków, i zamiast jednej powstały od razu trzy bransoletki :-)
Tak prezentują się razem

A tutaj każda z osobna
 Fire Opal



 Champagne



i Diamentowa


Trochę dużo tych zdjęć ale bardzo lubię je robić, nosić i oglądać :-)

Teraz chyba czas wrócić do frywolitki :-)
Pozdrawiam

wtorek, 10 lipca 2018

Labradoryt i haft koralikowy

Wisiory z labradorytem w roli głównej chodziły za mną już bardzo długo,
a i haft koralikowy fascynuje mnie od dłuższego czasu, dlatego przy okazji ostatnich zakupów koralikowych zaopatrzyłam się w 3 sztuki labradorytów, każdy z innym "ogniem". Jako pierwszy przemówił do mnie swoim zielonym blaskiem największy, w kształcie łezki. Jak na razie popełniłam tylko jedną pracę haftem koralikowym (była to broszka w kształcie motyla). Zielony wisior z labradorytem jest moją drugą pracą w tej technice i jeszcze długa droga przede mną do doskonałości, ale chyba połknęłam bakcyla haftu koralikowego i pewnie to nie będzie ostatnia praca w tej technice.

A oto mój Zielony wisior z labradorytem





Trochę dużo tych zdjęć, ale to po to, aby pokazać ten jego fajny zielony "ogień". Kto już miał okazję fotografować labradoryty, a nie jest w tej dziedzinie profesjonalistą, tak jak ja nie jestem, to wie że nie jest to najprostsze zadanie :)